2009-02-25
Chciwość
Już w tekstach modernistycznego eseisty Waltera Benjamina –„romantyczny artysta indywidualista ‘spotyka się’ z producentem”. Staje się swoim menadżerem. „Organizuje proces tworzenia i uczestniczy w nim”. Uczy się radzić sobie z labiryntem rynku i początkiem systemu gwiazd.
W kapitalizmie promocja jest i była koniecznym elementem działań artystycznych. Już od jakiegoś czasu jest też tematem sztuki, a nawet czasem jedynym elementem działań artystycznych.
Artysta Francesco Vezzoli nie pierwszy raz reklamuje nieistniejący produkt. Tym razem są to perfumy „Greed” (pol. chciwość). Wcześniej rozprowadzał ulotki promujące nieistniejącego kandydata politycznego, wyprodukował trailer do filmu, którego nikt nie nakręcił, zorganizował premierę sztuki, która nie powstała.
Promowanie perfum zainteresowało go podobno, bo zapach wydaje się mu nieuchwytnym i nienamacalnym towarem. Znane marki prześcigają się w pomysłach na designerskie opakowania, z dużym namysłem dobierają celeberties, które mają stać się twarzą kosmetyku, kręcą klipy reklamowe, które choć krótkie, rozmachem przypominają pełnometrażowe produkcje hollywoodzkie. Aura wybranej postaci, kształt butelki, narracja wokół zapachu – to elementy, które mają go nam zwizualizować i wyprodukować nasze pragnienie posiadania go. No właśnie - jak wyzwolić chciwość w konsumencie?
Vezzoli poprosił samego Romana Polańskiego o pomoc w tej sprawie. Nagrodzony Oscarem reżyser zgodził się by nakręcić film reklamowy według własnego pomysłu z dwoma gwiazdami hollywoodzkiego kina, Nathalie Portman i Michelle Williams. W króciutkim trailerze tego sześćdziesięcio sekundowego filmu, który będzie można obejrzeć w Gagosian Gallery w Rzymie, dwie młode piękności w ekskluzywnych sukienkach tarzają się po dywanie i wyszarpują sobie perfumy.
Co ciekawe na butelce „Greed” widnieje podobizna samego Vezzoli wystylizowanego na swoje kobiece alter ego, czym artysta nawiązuje do gestu artystycznego Marcela Duchampa, który na początku wieku też stworzył swoją własną wodę toaletową „Eue du Voilette”. Czyżby ten gest stylizowania się na kobietę i wykorzystywania tego wizerunku na fikcyjnych perfumach w celach marketingowych, był w rzeczywistości przyznaniem się do tego, że to co rzeczywiście promuje Vezzoli to, po prostu on sam?
Hello Dolly
Zobacz: Baletnica Edgara Degasa, Czerwone dodatki we wnętrzu, Centrum teatralne na Taipei, Drgające kolorami obrazy Lisy Bartleson, Wnętrze w stylu Almi DECOR, Budowlana gra w Tetris z Ofis, Wnętrze domu muszli


